wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 6 cz.2


"Ktoś mądry kiedyś powiedział, że prawda boli. Teraz, mogę w zupełności stwierdzić, że owa osoba była geniuszem."

      Zmrużyłam delikatnie powieki intensywnie przyglądając się swojemu odbiciu w wodzie. Kiedy się tak na siebie patrzyłam, to miałam dziwne uczucie, że widzę przed sobą zupełnie nieznaną mi dziewczynę. Była to sobie po prostu niska brunetka z byle jakimi włosami, które wiły się w delikatne fale i zwyczajnej, niczym nie zachwycającej twarzy. Nawet oczy, które jako tako wyróżniały się u każdego, u mnie miały odcień mlecznej czekolady, która nijak miała się do mojej dość bladej skóry. Usta, które Hazza nie raz nazywał ponętnymi i stworzonymi do pieszczot, zdawały się być nierówne i wiecznie wykrzywione w grymasie niezadowolenia. I do tego ten brak jakiejkolwiek figury. Tutaj, wśród tych wszystkich dziewczyn, które mogły pochwalić się swoim seksownym i opalonym ciałem, czułam się niczym ktoś obcy, kto zabłądził w zły korytarz. No i kogo ja tutaj próbuję oszukać? Ktoś taki jak Zayn, nie spojrzy na mnie nigdy jak na dziewczynę, a jedynie jako na swoją młodszą siostrę, którą trzeba chronić przed całym światem. Ot to, czego mogę od niego oczekiwać. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że prawda boli. Teraz, mogę w zupełności stwierdzić, że owa osoba była wprost geniuszem.
-Wszystko gra? -usłyszałam za sobą lekko ochrypł głos. Drgnęłam lekko, jednak nie odwróciłam się przodem do mojego towarzysza, a jedynie cały czas wpatrywałam się  w taflę wody, którą przecinały pojedyncze fale. To aż niespotykane, aby ocean był taki spokojny. 
-Nie, nic nie jest w porządku -wyszeptałam cicho, zanurzając prawą nogę w wodzie, która przyjemnie zaskoczyła mnie swoją niską temperaturą. Przymknęłam na moment powieki, upajając się ciszą, która co jakiś czas przerywana była przez śmiechy plażowiczów i przejeżdżające łódki, bądź też motorówki.
-Chcesz o tym porozmawiać? 
-Na pewno nie z tobą -odparłam nieco zirytowana, spoglądając przez ramię na Liama, który stał na drugim końcu pomostu i nonszalancko opierał się o drewnianą barierkę, krzyżując ramiona na piersi. Wiedziałam, że dotknęła go moja odpowiedź, gdyż przez chwilę na jego twarzy widziałam smutek, jednak zaraz pozbył się go wzdychając lekko. Aż ciężko sobie wyobrazić, że ten Payne i tamten z klubu to ta sama osoba. Gdybym była przypadkowym przechodniem i spojrzała się na niego, to z pewnością nie powiedziałabym, że ten chłopak, mógłby się posunąć do czegoś takiego. Bądź co bądź, Liam był najspokojniejszy i najrozważniejszy z całej piątki. To on zawsze ich pilnował i sprzątał po nich, kiedy sprawiali kłopoty. To jego nazywali "Tatuśkiem", zatem dlaczego do  jasnej cholery, musiał zrobić mi taką krzywdę?! Wiem, alkohol robi różne rzeczy z ludźmi, ale sądzę, że póki co, minęło zbyt mało czasu, abym mogła mu to wybaczyć. Ta rana jest nadal świeża i co jakiś czas otwiera się, sprawiając mi tym nieopisany ból i dziurę  w psychice, którą za wszelką cenę staram się zapełnić miłymi wspomnieniami.
Dokładnie przyglądałam się brunetowi, który po chwili stania w bezruchu, niepewnie zaczął iść w moją stronę, cały czas patrząc się na moją twarz, jakby chciał określić, czy nie mam nic przeciwko. Owszem miałam. Od samego początku sama myśl, że będę musiała spędzić  w jego towarzystwie bite dwa tygodnie sprawiała, że miała ochotę uciec z krzykiem, jednak nie miałam zamiaru się poddawać. Chciałam mu pokazać, że mimo iż jestem kruchą istotką, to potrafię być silna i zdeterminowana. 
Chłopak powoli podszedł do krawędzi pomostu i usiadł obok mnie, tyle że w odległości jakiegoś pół metra, tak że swobodnie mogłabym wyprostować swoją dłoń nie dotykając go. Wiedziałam, że starał się być ostrożny i trzymać się ode mnie na dystans, aby mnie przypadkiem nie przestraszyć bądź doprowadzić do jeszcze gorszego stanu. Wiem, że źle mu było z myślą, że gdyby nie Harry, to mógłby dopuścić się czegoś okropnego. Wiem, że miał żal sam do siebie i w pewien sposób brzydził się swoją osobą. Wiem, że ledwo potrafi z tym żyć, ale dlaczego do cholery mi to nie wystarcza? Czemu nie mogę powiedzieć "Wybaczam ci Liam"?
-Wiesz...Ludzie zawsze gadali "Bierz przykład z Payne'a, to dobry dzieciak". Rodzice zawsze byli ze mnie dumni, nigdy nie sprawiałem kłopotów i byłem wzorcem dla wielu rówieśników. Kiedy poznałem chłopaków to ja zawsze ich opieprzałem jak zrobili coś źle i to ja zawsze po nich sprzątałem. Za każdym razem czułem się za nich odpowiedzialny, miałem dziwne wrażenie, że beze mnie sobie po prostu nie poradzą. Można powiedzieć, że strasznie im matczyłem -zaśmiał się ponuro pod nosem, wbijając puste spojrzenie w przestrzeń przed nami. -Kiedy dowiedziałem się co...co chciałem....co mogłem ci zrobić....Po prostu nie dowierzałem. Sądziłem, że Harry robi sobie ze mnie po prostu żarty, nie trafiało to do mojej świadomości. Ale kiedy zdałem sobie z tego sprawę...Poczułem się jakby moje idealne życie pękło na pojedyncze kawałeczki. Ja, wiecznie idealny i brany za wzór i przykład Liam Payne, omal nie skrzywdziłem dziewczyny. Dziewczyny, która do końca życia musiałaby żyć ze świadomością, że zgwałcił ją nowo poznany chłopak, którego wszyscy tak wychwalali i podziwiali -mówił łamiącym się głosem. Zabolało. Każde jego słowo sprawiało, że wspomnienia stawały mi przed oczami, jednak silnie starałam się powstrzymywać łzy i w spokoju wysłuchiwałam jego słów. -Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Czułem się okropnie, jak jakiś brudny i skażony śmieć, który należy wyrzucić jak najszybciej. Wiele razy chciałem do ciebie przyjść, przeprosić, wytłumaczyć się, ale ilekroć się na to zdobywałem, to trafiał do mnie fakt, że moje głupie gadanie i tak nie zmieni tego, jaką krzywdę ci wyrządziłem -podniósł na mnie swoje smutne oczy, w których pojawiły się łzy. Tak, dobrze słyszycie. Liam siedział ze łzami w oczach i wpatrywał się we mnie bezradnie, jakby błagał o pomoc. -Chciałbym wiedzieć...czy jest chociażby jakaś najmniejsza szansa...Szansa na to, że kiedyś mi to wybaczysz -wyszeptał niemal niesłyszalnie. Zadrżałam delikatnie, przymykając na moment powieki, aby móc choć trochę się uspokoić. Do tej pory nie sądziłam, że chłopak może to aż tak przeżywać. Owszem, miałam świadomość tego, że będzie to dla niego trudne, wkońcu zawsze był przykładem dla innych, ale z pewnością nie powiedziałabym, że Liam może to tak mocno odczuwać. To wszystko wypowiadał z taką żałością i bólem. Widać było już na pierwszy rzut oka, że jest ze mną szczery i że ciężko jest mu sobie poradzić z tą sytuacją. Z jednej strony nie chciałam  żeby tak cierpiał. Wkońcu nie mógł przewidzieć tego, do czego może doprowadzić tamtego wieczora. On również był tutaj w pewnym sensie "ofiarą".
-Stopniowo -wyszeptałam uchylając powieki, spod których wypłynęło kilka pojedynczych łez. Wstałam powoli, ocierając wierzchem dłoni mokre policzki. -Nie potrafię wybaczyć ci od razu. Nie wiem czy zrobię to dzisiaj, ale też nie wiem czy zrobię to za kilka lat. Chcę jednak abyś wiedział, że kiedyś to nastąpi. W pewnym stopniu, trochę już ci wybaczyłam. Mam nadzieję, że to ci wystarczy -powiedziałam cicho, po czym...posłałam mu słaby uśmiech. Tak, właśnie przekroczyłam czerwoną granicę, która usilnie starała się mnie utrzymać od pomysłu wybaczenia Liamowi. Teraz, musi być tylko coraz lepiej. 


-TO WCALE NIE BYŁ TAKI GENIALNY POMYSŁ! -wydarłam się spanikowana, mocno podkreślając słowo "genialny". Oni są naprawdę skończonymi idiotami, jeśli TO tak bardzo ich bawi. Co w  tym niby takiego fajnego?! Ja tu umrę! Zejdę z tego świata jako siedemnastoletnia dziewica, która nawet nie zwiedziła połowy świata! Czemu to musi być dołujące, nawet w tak tragicznej chwili?!
-Rivian wyluzuj, przecież...
-Kurwa, to się buja! -pisnęłam, doskakując do Louisa, który już od dłuższego czasu starał się opanować moje napady histerii. Mocno wcisnęłam głowę w jego klatkę piersiową, zaciskając palce na koszulce, która już była mocno pognieciona od moich wcześniejszych uścisków. Otóż wyobraźcie sobie moi mili, że jakże wspaniali i pomysłowi Niall, Lou i Harry wymyślili sobie, że przepłyniemy się  statkiem. Statkiem, który kurwa zapierdalał po wodzie szybciej od niektórych skuterów wodnych i majtał się na boki tak, że woda niemal wpływała na pokład. Ludzie ja się panicznie boję wody! Nie umiem pływać do cholery!
-Przecież nadal żyjemy Rivuś -zachichotał cicho Niall, który z zadowoleniem obżerał się już piątym hot-dogiem.  Ja nie wiem gdzie on to mieści, ale gdybym była na jego miejscu, to te parówki już dawno ujrzałyby światło dzienne. Naprawdę, wystarczy że tylko zerknę na blondaska, a żołądek wywija kilka fikołków, jakby krzyczał "ja też chce popatrzeć!". Brr.
-JESZCZE -mruknęłam pod nosem, waląc z oburzoną miną bruneta, który zaczął się panicznie śmiać z mojego zachowania. 
-Co JESZCZE? -spytał zaciekawiony Hazza, który wrócił z samego krańca, tego "pływającego demona". Był cały mokry i do tego uradowany jakby co najmniej wygrał w totka. Głupi bałwan, to przez niego muszę tutaj zdychać!  
-"Rivian wyluzuj, to tylko malutki stateczek, który sobie spokojnie żegluje po oceanie", tak to brzmiało? -przedrzeźniłam loczka, posyłając mu mordercze spojrzenie. Chłopak podrapał się po karku wywracając delikatnie oczami. No tak, dla niego było to tylko "Takie Nic", za to dla nie aż "Takie Coś!" .
-Nie mów mi, że boisz się wody hmm? -wymruczał cicho, powoli podchodząc do mnie z dziwnym błyskiem w oku. Zamrugałam oczami, przełykając panicznie ślinę. Nie, nie lubiłam TAKIEGO Harrego. Zdecydowanie wolałam wesołego i lekko głupkowatego Hazzę, którego bawiło wszystko dokoła. Zupełnie nie panując nad swoim ciałem zaczęłam robić malutkie kroki do tyłu, tak aby zwiększyć odległość między mną, a zielonookim mimo iż ten uparcie zbliżał się do mnie, nadal z tym nieodgadnionym wyrazem twarzy. On na serio jest chyba bipolarny. Zmienia swoje nastroje gorzej niż kobieta podczas okresu! 
Kiedy poczułam coś zimnego za swoimi plecami zadrżałam zaskoczona tym, że nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się tuż przy samej barierce, która odgradzała pokład statku od wody. Czułam jak chłodna ciecz biczuje moje nogi, a mocny wiatr targa włosy na wszystkie strony świata. Z paniką wymalowaną na twarzy chciałam jak najszybciej odsunąć się od tego okropnego miejsca, jednak loczek zdecydowanie wybił mi ten pomysł z głowy, gdyż zagrodził mi drogę opierając obie dłonie o barierkę i przysuwając się do mnie jak tylko najbliżej mógł.
-Ha-arry przestań! -wyjąkałam patrząc się spanikowana to na niego, to za siebie. -Pro-oszę cię! Prze-estań! -powtarzałam jak w jakimś  amoku, zaciskając palce na jego koszulce. -Boje się do cholery! -pisnęłam cicho, gdy poczułam ja napiera na mnie swoim ciałem i każe wygiąć plecy do tyłu wprost nad wielkimi falami. Oddychałam niespokojnie, zaś powieki cały czas miałam mocno zaciśnięte. Po jaką kurwa cholerę on to robił?! Bawiło go to?! Było to doprawdy aż takie zabawne?!
-Uspokój się i powoli otwórz oczy -wyszeptał mi na ucho. Pokiwałam przecząco głową, jednak on nie dawał za wygraną i łapiąc mnie za brodę zmusił mnie do otworzenia powiek. Pierwsze co ujrzałam to były jego soczyście zielone tęczówki, które w tym momencie były takie nieodgadnione. Patrzył się na mnie intensywnie i ani razu nie mrugnął, cały czas badając mnie swoim uważnym wzrokiem, który wypalał dziury w mojej skórze. Zupełnie jakby chciał przejrzeć mnie na wylot. -Nie ma się czego bać -mruknął unosząc dłoń i gładząc kciukiem mój policzek. -Jestem tu przy tobie -wyszeptał nieco zmysłowo, powoli odwracając mnie przodem do barierki. Mocno objął mnie dłońmi w pasie, po czym zaczął składać delikatne pocałunki na moim karku, przy okazji drażniąc lokami moją skórę, gdzie pojawiły się lekkie dreszcze. -Rozluźnij się -wymruczał, przylegając do mnie jeszcze mocniej i przesuwając czubkiem nosa po moim ramieniu. Piął się ustami coraz wyżej aż dotarł do mojego czułego punktu, tuż na końcu żuchwy gdzie zassał się delikatnie, aż jęknęłam cicho z przyjemności.  -Widzisz? To wcale nie jest takie straszne -szepnął uwodzicielsko, opierając brodę na moim ramieniu. Zmrużyłam lekko powieki, wzdychając ciężko. Naprawdę cię nie rozumiem Harry. Czasem potrafisz tak bardzo namieszać mi w głowie, że sama nie wiem co mam sądzić o twoim zachowaniu. 







Od autorki:
Ajć, ajć, ajć. Mieszam, mieszam, mieszam i jeszcze raz mieszam. Zastanawiam się, czy aby na pewno jeszcze któraś z Was ogarnia akcję jaka się rozwija zdecydowanie w zawrotnym tempie. Wydaje mi się, że za szybko to wszystko się dzieje, przez co uczucia i wydarzenia mocno na tym tracą. Coś jak istna mieszanka wybuchowa! ;<
No nic, nie mam zamiaru się dzisiaj rozpisywać jakoś za specjalnie, bo szkoda mi po prostu słów. Pozdrawiam!




Czytasz=komentujesz



нσρє♥


15 komentarzy:

  1. Genialne!!! Czyżby Rivian zakochała się w Harrym?
    Mało Zayn'a w tym rozdziale. Czekam na kolejny rozdział ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. genialny , zajebisty dużo by wymieniać, fajnie że Rivian kręci z harrym , fajnie by było jakby na przykład harry i zayn się o nią pobili czy coś :) życze dużo weny i czekam na next !<olcia

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej,dość szybko dodałaś rozdział ^^
    Uwielbiam to opowiadanie,czytałam je cały czas,ale nigdy nie komentowałam.Nie miałam jeszcze wtedy konta na blogerze i wgl.jakoś nie ogarniałam.Nawet komentarzy anonimowych xd
    Jak dla mnie w tym rozdziale za mało Zayn'a,ale za to Hazza nadrobił jego rolę.Ciekawy co by Malik zrobił jak by ich wtedy na tym statku zobaczył,hah ^^ Nie,no nie będę się rozpisywać,bo zaraz będę plątać jakieś głupoty.Świetny blog,świetny rozdział ;*
    Pozdrawiam! xx

    http://and-u.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. ps.sorka za anonima,ale jestem na telefonie xd

      Usuń
  5. Cudowny <3
    Tak pięknie wszystko opisujesz... i masz naprawdę pomysł na to opowiadanie.
    Z niecierpliwością czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Znalazlam twojego bloga na jakims spisie wszystkich blogow i czutam fabule. Mysle sobie "dziewczyna zakochuje sie w swoim przyrodnim bracie, hmm jakies glupie, ale przeczytam" i juz prolog spodobal mi sie bardzo. I teraz zaluje, ze tak pomyslal, bo po prostu to jest genialne, swietne, zajebiste wspaniale etc. Masz naprawde talent. Kurde. Serio. Kiedy czytalam, ze ta Milli czy jak jej tam (mam slaba pamiec wybacz) zrobila jej przykrosc i ona plakala, to ja sie tez wzruszylam. Matko. To jest nie do opisania jakie to jest swietne. I jeszcze Hazza i ta jego propozycja. Ha. Uwielbiam go w tym opowiadaniu. Hihi. On serio jest zajebisty. Liam.. Tu mnie strasznie zaskoczylas. Payne jako 'gwalciciel". Wow. No serio. Myslalam, ze ona go nienawidzi, bo zniszyl jej ulubiona sukienke, bo przypalil jej wlosu czy cos, a tu nie. Kurde. I Zayn. Hm. Arogancki, dupek, tak mysle, ze duppek pasuje. Obiecal, ze bedzie z Riv spedzal jak najwiecej czasu i co? Lipa, woli spedzac go z Milli, ktora jest wtedna dla Riv. Ugrh. No suka. Nie lubie jej.
    A ten rozdzial byl po prostu swietny. Zayn zazdrosny. Haha. To bylo takie piekne. Hihi :D I teraz jeszcze ta akcja z statkiem. Hih xd
    Czekam na nastepny i zycze weny xx ;3 Nie wiem czy wiesz, ale jestes genialna. *o* Hihi.

    Ps. Przepraszam za bledy, ale pisalam na telefonie. :')

    OdpowiedzUsuń
  7. WSPANIAŁY BLOG I OPOWIADANIE <3

    OdpowiedzUsuń
  8. akcja dzieje się w idealnym tempie i nie martw się wychodzi ci super. kocham tego bloga :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział <3
    Czekam na kolejny!

    http://closertotheedge1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Bosko bosko bosko! <3 Czekam na next i mam nadzieję, że pojawi się równie szybko..

    Zapraszam do siebie : www.fanfiction-ann.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń